Sobota, 11 lipiec 2020                                 www.mandaryna.2Q.pl
 

   Menu główne
:: Strona główna

:: Biografia
:: Dyskografia
:: Wywiady
:: Znalezione w sieci
:: Małżeństwo
:: Koncerty

:: Galeria sesje
:: Galeria koncerty
:: Teksty

:: Forum

   Reklama

Portal ślubny, ślub, wesele
Portal dla kobiet
Sennik


  

WYWIADY

GALA: Co czujesz, gdy myślisz o Michale?
MANDARYNA: Przez parę lat byliśmy ze sobą bardzo blisko. Kiedy wychodziłam za Michała, byłam szaleńczo zakochana. A o tym nie da się zapomnieć. Michał nadal jest mi bliski. Choćby ze względu na dzieci.

GALA: Jest ci bliski, czy wciąż go kochasz?
MANDARYNA: Powiem tak: przyzwyczajam się, że go nie ma. Myślę, że jakaś część mnie już jest spokojna. Ale ta druga wciąż szaleje.

GALA: Jesteś roztrzęsiona, gdy o tym mówisz.
MANDARYNA: To dla mnie bardzo przykry temat. Teraz do mnie dotarło, że to strasznie trudna sprawa - utrzymać małżeństwo dwojga artystów.

GALA: Tęsknisz?
MANDARYNA: Każdy człowiek tęskni za tym, co było dla niego normalne. Jeszcze niedawno myślałam, jak będzie fajnie, gdy z Michałem usiądziemy przy kominku z wnukami i poczytamy im bajki. Część tych marzeń gwałtownie się rozpadła. Dlatego trudno mi oswoić się z nową sytuacją. Ale zdaję sobie sprawę, że już nie będziemy razem. Gdy o tym myślę, czasem czuję pustkę, rozgoryczenie, ale czuję też ulgę, że w naszym domu nie ma już tych wszystkich ludzi, którymi Michał się otaczał. Tych wszystkich menedżerów, asystentów, którzy tam spali, jedli i czuli się jak u siebie. Mój dom jest w końcu moją twierdzą.

GALA: Dlaczego wasze małżeństwo nie przetrwało?
MANDARYNA: Przestaliśmy się dogadywać. Przestaliśmy być partnerami. Nie wiem nawet, kiedy to się stało. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że uda się nam do siebie wrócić. Dlatego tylko wynajęłam dom, a nie kupiłam. Teraz myślę, że nie ma już na to szans.

GALA: Ty też zaczęłaś nowe życie?
MANDARYNA: Zapuszczam nowe korzenie. Ten stan zaczyna mi się podobać. Wreszcie mogę zawalczyć sama o siebie. Mam prawo decydować o własnym losie. Przez to mam wielką chęć do pracy.

GALA: Jak wyglądała twoja wyprowadzka z domu?
MANDARYNA: Było spokojnie. Rozpaczać zaczęłam dopiero w samochodzie. Kiedy dotarłam na miejsce, usiadłam, napiłam się herbaty. Pomyślałam, że życie mamy tylko jedno i nikt go za nas nie przeżyje. Nie chciałabym mieć kiedyś poczucia, że ktoś przeżył moje życie za mnie.

GALA: Płakałaś?
MANDARYNA: Byłam twarda. Ale nie da się ukryć, że żadne rozstanie nie może być przyjemne. I nie było. Nie chcę rozdrapywać ran. Po prostu musiałam się spakować, bo już nie mogłam i nie chciałam tam mieszkać. Tak się stało, a od kilku dni mam straszliwą pewność, że to naprawdę koniec. Że nic się nie da zmienić. I że musi minąć dużo czasu, zanim zdążę się uspokoić, złapać grunt pod nogami. W odróżnieniu od Michała nie jestem gotowa na żaden nowy związek.

GALA: Ale to nie kobieta była powodem waszego rozstania?
MANDARYNA: Nie. Nie wiedziałam, że kogoś ma. Jak większość Polaków, dowiedziałam się o tym z gazet i z internetu. Zresztą nie chcę roztrząsać, czy Michał związał się z kimś teraz, czy już kilka miesięcy temu. Bardzo się cieszę, że mam dużo pracy i dzieci, którym muszę poświęcić czas. To mi pomaga nie myśleć. I nie zwariować.

GALA: Jak dzieci znoszą tę sytuację?
MANDARYNA: Na szczęście dobrze. Mają świetny kontakt z Michałem, często się widują. Ze względu na nie mam nadzieję, że uda się nam utrzymać miłe stosunki. Może nie będziemy bliskimi przyjaciółmi, ale dla dobra dzieci będziemy umieli ze sobą kulturalnie porozmawiać, zjeść razem kolację. Być może nawet kiedyś spędzimy ze sobą święta. Ale do tego trzeba dorosnąć, dojrzeć, ochłonąć.

GALA: Xavier i Fabienne nie pytają, dlaczego tata nie wraca wieczorami do domu?
MANDARYNA: One już zrozumiały, że tatuś ma inny domek. Już po rozstaniu byliśmy z Michałem u pani psycholog i staraliśmy się tak poukładać nasze relacje, aby odbyło się to z jak najmniejszą stratą dla dzieci. Dzięki temu wiedzą, że ich gniazdo jest tu, w Komorowie, a tatuś mieszka trochę dalej.

GALA: W sądzie jest już pozew o rozwód?
MANDARYNA: Wezwania do sądu nie dostałam. I nie wiem, czy chciałabym dostać. Nie jest mi ono do niczego potrzebne. Do niedawna miałam nadzieję, że Michałowi też nie. Chociaż słyszałam, że jednak go złożył.

GALA: Potrafisz określić moment, w którym wasze małżeństwo zaczęło nieodwracalnie pękać?
MANDARYNA: Myślę, że to był czerwiec tego roku. Powoli przestawaliśmy się rozumieć, wspierać i wierzyć w siebie.

GALA: Gwoździem do trumny był Sopot?
MANDARYNA: To nieprawda. Mój udział w festiwalu nie miał większego znaczenia. Stał się tylko wygodnym pretekstem medialnym.

GALA: Michał odradzał ci ten występ?
MANDARYNA: Odradzał mi wiele rzeczy... Ale w końcu to również on zgłosił tę piosenkę.

GALA: Ale z tego co wiem, nie był zadowolony z twojej decyzji o występie?
MANDARYNA: Nie był zadowolony z wielu moich decyzji. Ale cóż, każdy jest panem swojego losu. Życie uczy na błędach, a nie na uniwersytetach. Chociaż ten drugi sposób edukacji jest dużo mniej bolesny.

GALA: Jak się czułaś po tym koncercie?
MANDARYNA: Jak dziewczynka, która idzie do pierwszej klasy zostawiona sama sobie. Nie wie, co ma zrobić. Wejść do klasy i spojrzeć ludziom w oczy, czy uciec. Dopiero wtedy poczułam, jak bardzo jestem niedoświadczona. Zdałam sobie sprawę, że na tym rynku jestem trochę ponad rok i niewiele wiem o tym biznesie. A jednak mam wrażenie, że przez ten czas przeżyłam wszystko, co niektórzy artyści przeżywają przez kilkadziesiąt lat: od wielkiego sukcesu po ciężką porażkę.

GALA: Michał grał wówczas koncert w innym mieście i nie odbierał telefonów od ciebie.
MANDARYNA: Czułam się mocno osamotniona, ale między nami już wówczas nie układało się. Nie byłam zaskoczona. Dzisiaj mówi się, że Michał nie był już wtedy sam.

GALA: Media potraktowały cię wtedy brutalnie.
MANDARYNA: Na szczęście nie było aż tak brutalnie, jak się spodziewałam. Te artykuły nie brzmiały tak ostro, żebym musiała się zamknąć w domu i nie wychodzić. Gorsze było to, co przeżyłam w Sopocie. Mam już pewność, że komuś zależało na tym, by mnie skompromitować. Znam nazwisko tej osoby i przyjdzie taki czas, że wszystko opowiem. W swoim czasie. Bo uważam, że wszystko w życiu powinno być rozliczone.

GALA: Czegoś cię ten Sopot nauczył?
MANDARYNA: Myślę, że po takim doświadczeniu jestem już dużo dojrzalszą osobą. Nauczyłam się, że w ten zawód wpisana jest także krytyka. Wiem, że dziennikarze, pisząc o mnie złe rzeczy, chcą zadowolić swoich czytelników. I rozumiem to.

GALA: Znacie się z Michałem 12 lat. Jak bardzo zmieniliście się przez ten czas?
MANDARYNA: Myślę, że jesteśmy już całkiem innymi ludźmi. Ja przestałam być cichutką myszką Mandarynką, która chowa się za plecami swojego mężczyzny. I która cały czas poddaje się ocenom. Przestało mi to odpowiadać. Zdałam sobie sprawę, że nie muszę się bać własnych marzeń, pasji.

GALA: Miałaś już dość bycia jedynie "żoną swojego męża" i to właśnie stało się problemem?
MANDARYNA: Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie chyba nawet samej sobie. Powiem tylko, że kiedy nagrywałam pierwszą płytę, było super. Przy drugiej wszystko się skomplikowało. Dlaczego? Nie wiem.

GALA: A nie jest tak, że musiałaś stanąć przed wyborem: małżeństwo albo kariera? Nie jest tak, że uległaś naciskom firmy fonograficznej?
MANDARYNA: Małżeństwo albo kariera? Uważasz, że mężczyzna ma prawo stawiać kobietę przed takim wyborem? I dlaczego kobieta powinna takiego wyboru dokonać? Bo miłość jest jednak warunkowa? Będę cię kochał, ale... Mam swój rozum. I jeśli popełniam błędy, są to moje własne błędy. Oczywiście, słucham sugestii wytwórni płytowej. Tak jak i słuchałam rad Michała. Ale ostatecznie przecież zawsze ja odpowiadam za to, co robię. To moje wybory.

GALA: Michał był stroną dominującą?
MANDARYNA: Tak. Zresztą nigdy tego nie ukrywał. A ja to akceptowałam. Jestem kobietą, która potrzebuje silnego, męskiego ramienia, na którym może się wypłakać.

GALA: Przestało ci to odpowiadać?
MANDARYNA: Akceptuję dominację mężczyzny, ale powinnam mieć też możliwość samorealizacji, z prawem do sukcesu. Dla mnie związek polega na partnerstwie, na wspólnym szukaniu kompromisów. Bo nie jest tak, że jedna strona zawsze ma rację. Wcześniej mi to nie przeszkadzało, ponieważ nie było spraw, które firmowałabym własnym nazwiskiem. Istniałam w cieniu Michała i czułam się bezpiecznie. Zmiana nastąpiła, gdy postanowiłam zrobić coś na własny rachunek. Moje poczynania zawodowe zaczęły się przekładać na nasze życie prywatne. W pewnym momencie poczułam, że nie mam już w Michale oparcia.

GALA: Jak długo potrwa twoje pięć minut?
MANDARYNA: Nie wiem, jak długo będę śpiewać. Wiem, że z pewnością będę obchodzić trzydziestolecie swojej szkoły tańca. Tancerką jestem od dawna, wokalistką - od półtora roku. Taniec jest dla mnie numerem jeden.

GALA: A może kariera piosenkarki to pomyłka?
MANDARYNA: Ludzie chcą słuchać moich piosenek, ja uwielbiam je nagrywać i prezentować na koncertach. To integralna część mojego show.

GALA: Dotarło już do ciebie, że zostałaś samotną matką?
MANDARYNA: Powoli to do mnie dociera. Choć nie, wolę myśleć o sobie, że jestem sama, ale nie samotna. Mieszkam z rodzicami, siostrą i dziećmi. Nie jestem samotna. Choć w pewnym sensie tak to się nazywa.



autor: Maciej Wesołowski
tekst z www.gala.pl




"Piosenki są nieśmiertelne"

Jak wygląda "Mandarynkowy sen" Mandaryny?

To tytuł w wersji limitowanej, a główny brzmi "Come2me". A "Mandarynkowy sen"? Ja się bardzo cieszę, że mogłam nagrać drugą płytę. Dwa lata temu jeszcze nie myślałam, że w ogóle cokolwiek nagram.
A w tym roku odebrałam już naprawdę wiele nagród, moje płyty sprzedają się bardzo dobrze, startuję w festiwalu sopockim - to wszystko jest jak wielki, wspaniały sen, stąd właśnie "Mandarynkowy sen".

Znów sięgnęłaś po przeróbki, tym razem aż trzy: "Windą do nieba" 2+1, "A Spaceman Come Travelling" Chrisa De Burgha i "You Give Love A Bad Name" Bon Jovi. Dlaczego zdecydowałaś się nagrać akurat te nagrania?

Jeśli chodzi o Bon Jovi, to ta piosenka jest fajna i zawsze mi się podobała. Tym bardziej cieszę się, że - dzięki uprzejmości samego artysty - mogłam to nagrać i możecie teraz tego posłuchać. Jon Bon Jovi usłyszał moją wersję i powiedział, że jest OK, że mu się podoba i mogę to zrobić. Tym bardziej jestem bardzo dumna i szczęśliwa.
Z kolei "Windą do nieba" to piosenka, z którą będę występować na festiwalu w Sopocie. Znalazła się na liście piosenek, które miały być do wybrania przez artystów jako druga piosenka.
Każdy artysta dostał do wyboru utwór, który kiedyś był śpiewany na festiwalu w Sopocie. Wybrałam "Windą do nieba" i myślę, że ludziom się spodoba. Kompozycja ta jest oczywiście zrobiona w zmienionej wersji, bardziej dance'owej, ale mam nadzieję, że mój pomysł też jest fajny.
Po "Here I Go Again" z pierwszej płyty "You Give Love A Bad Name", to kolejny rockowy przebój z lat 80. Inspiruje cię ten okres w muzyce?

Lubię rockowe przeboje. Uważam, że lata 80. to był najlepszy okres dla muzyki. Wtedy powstało najwięcej najwspanialszych, nieśmiertelnych piosenek, które są śpiewane do dziś i stają się później coverami, bo ludzie do nich chętnie sięgają. Lata 80. były naprawdę bardzo owocne.

A jak byłaś młodsza, to wieszałaś sobie plakaty z Bon Jovi nad łóżkiem?

No pewnie! Z Jonem Bon Jovi, Scorpionsami... Kogo tam jeszcze miałam? W sumie to było dużo artystów.

Jak myślisz, czy za sprawą tych nagrań twoi fani sięgną po oryginały, po muzykę rockową?

O to trzeba by spytać ludzi. Ja chcę im przybliżyć te utwory w trochę innych wersjach. Bardzo się cieszę, że sami artyści, którzy je kiedyś wykonywali, dają mi na to zgodę i mówią, że to jest OK. Myślę, że te piosenki są nieśmiertelne, żyją na nowo, w innym pokoleniu, wśród ludzi, którzy na słuchają innego rodzaju muzyki. Myślę, że to jest fajne.

Słyszałem, że "You Give Love A Bad Name" ma być drugim singlem, którym chcesz rozpocząć promocję zagraniczną. Jak ma to wyglądać?

Tak, to prawda. We wrześniu będę kręcić teledysk do "Bad Name". Później mam nadzieję, że moja płyta będzie się prezentować także za granicą. Mój producent jest Niemcem, więc na pewno w Niemczech. Na pewno w Indonezji, we Włoszech.

A skąd ta Indonezja?

Indonezja już interesowała się moją pierwszą płytą, więc teraz, przy okazji wydania drugiego albumu, na pewno zastukamy do tamtych drzwi.

Opowiedz o teledysku do tego nagrania. Czy będzie przypominał wakacyjny klip do "Ev'ry Night", kręcony w Chorwacji?

Nie. Chcemy zrobić trochę inny teledysk. Oczywiście też będzie w nim taniec i oczywiście Mandaryna, ale mam nadzieję, że zaskoczymy nim parę osób. Nie będzie aż tak beztroski, ale mam nadzieję, że będzie bardzo stylowy. Będziemy go kręcić przez parę dni w takim specjalnym miejscu w Polsce.

Wspomniany już utwór "Ev'ry Night" stał się wielkim przebojem. Teledysk do tego nagrania na stronach INTERIA.PL cieszy się wielką popularnością - mamy już ponad 600 tysięcy odtworzeń!

Naprawdę? Wow!

Spodziewałaś się takiego sukcesu?

Właśnie widzisz, jak zareagowałam przed chwilą. Ponad 600 tysięcy odtworzeń to trochę dużo. Myślę, że to jest wielki sukces. Jestem bardzo zaskoczona, ale bardzo mi miło. Mam nadzieję, że ludziom teledysk się podoba, bo włożyliśmy w niego całe serce. Lubimy bawić się przy kręceniu teledysków, wtedy możemy sobie znowu potańczyć. Kręcimy z fajną ekipą i myślę, że później to widać.

"Ev'ry Night" na Sopot Festival będzie walczył o Bursztynowego Słowika i Słowika Publiczności. Jak oceniasz swoje szanse i kto może być twoim największym konkurentem?

Szanse każdy ma bardzo duże. Ja oczywiście liczę głównie na fanów i ich głosy. Ta nagroda jest dla mnie najważniejsza, bo zawsze grałam dla ludzi. Zawsze ludzie stali po mojej stronie. Mocno na nich liczę i wiem, że mnie nie zawiodą.

Jeśli chodzi o Słowika Publiczności, to wydaje się, że obok Dody jesteś jedną z faworytek. Obie macie swoich zagorzałych fanów. Jak tobie się podobają porównania z Dodą? Jak oceniasz to, co ona robi?

Każda z nas robi co innego i myślę, że każda z nas ma swoich fanów. Na tej scenie jest tak dużo miejsca, że bez względu na to, kto, co i jak gra, to dopóki się jest szczerym i kocha się swoją publiczność, to na pewno oni będą stać za nim.

Na okładce "Gali" wyglądałyście niemal jak siostry. Dlatego też pytam o różnice między wami.

(śmiech) Myślę, że jest ich wiele, ale akurat nie na zdjęciu.

Co szykujesz na Sopot, poza tymi utworami, o których mówiłaś. Będzie jakiś specjalny show?

Pewnie! Nie byłabym sobą, gdybym nie chciała ludzi zaskoczyć kostiumami i choreografią. Nie chcę zdradzać wszystkiego do końca, ale na pewno będą to kostiumy, których ludzie jeszcze na Mandarynie nie widzieli. Mam nadzieję, że będziemy mieć fajny rekwizyt w ręku, ale więcej już nic nie powiem.

Sporą ciekawostką na nowej płycie jest utwór "Esta Noche" w którym śpiewasz po hiszpańsku.

Lubię śpiewać po hiszpańsku. Tekst jest bardzo taneczny, wesoły, muzyka też. Tak jak było z "Mueve tu cuerpo loco" [z pierwszej płyty "Mandaryna.com" - przyp. red.].

Znasz ten język?

No co ty! (śmiech) Bardzo słabo. Uczyłam się hiszpańskiego przez chwilę w liceum, dlatego łatwo mi się wymawia ten język.

Czy ten utwór ma szansę pomóc ci w zagranicznej promocji, szczególnie w krajach hiszpańskojęzycznych? Dodatkowym atutem może być latynoski rytm.

Byłoby super! Byłoby wspaniale, gdyby gdzieś za granicą ta hiszpańska piosenka stała się singlem.

"Mandarynkowy sen" to, jak sama mówiłaś, limitowana wersja twojej drugiej płyty. Ukazała się ona w nakładzie 35 tysięcy egzemplarzy, który gwarantuje Złotą płytę. Właśnie taki wynik osiągnął pierwszy album. Spodziewasz się, że "Mandarynkowy sen" osiągnie przynajmniej ten sam poziom?

Liczę na to. A limitowana wersja, bo okładka jest bardzo ciekawa, trójwymiarowa. Dlatego ten, kto pierwszy pierwszy kupi sobie płytę, będzie mieć skaczącą Mandarynę.

Sporo kontrowersji ostatnio wzbudziło zaangażowanie twojego męża z grupą Ich Troje w kampanię wyborczą Samoobrony. Jak ty oceniasz ten krok - mąż radził się ciebie, czy sam podjął decyzję?

Myślę, że trzeba by było porozmawiać z Michałem i zespołem Ich Troje. Ja nie biorę udziału w żadnej kampanii, nie stoję po żadnej stronie, bo daleko mi do polityki i jakiś przekonań. Myślę, że każdy zespół, który gra przy takiej kampanii, nie musi być do końca zaangażowany w to, co robi dany polityk. Ale nie mnie oceniać i wypowiadać się na ten temat.

Pytam też dlatego, bo jak ty byś zareagowała na taką propozycję?

Miałam takie propozycje. I nie ważne od kogo, bo ich nie przyjęłam, głównie z powodu braku czasu. Gram naprawdę bardzo dużo koncertów, teraz wydaję swoją drugą płytę, więc tego czasu jest bardzo mało, żeby grać tych koncertów jeszcze więcej. Myślę, że granie dla kogoś to nic złego, bo nie musisz tak do końca stać murem za politykiem, bo koncerty grasz dla ludzi, dla swoich fanów. Ale nie chcę specjalnie wkraczać w ten temat, najlepiej spytać o zdanie muzyków biorących w tym udział.

Dziękuję za rozmowę.
źródło : muzyka.interia.pl




Mandaryna i Doda Elektroda
Elektryczne dziewczyny
Mówią o nich: królowe kiczu. I że kariera jest dla nich najważniejsza. Ale czy to prawda? MANDARYNA i DODA ELEKTRODA, najbardziej kontrowersyjne piosenkarki na polskim rynku muzycznym, mają szansę wystąpić na festiwalu w Sopocie i walczyć o Bursztynowego Słowika. Rywalizują na scenie, ale i w życiu. U nas prowadzą swoją pierwszą wspólną rozmowę.

Nigdy nie usiadły przy jednym stoliku i nigdy ze sobą nie rozmawiały, choć łączy je menedżer i wytwórnia fonograficzna. Nie miały ani takiej potrzeby, ani - co tu kryć - ochoty na to. Tym razem usiadły i rozmawiały. O tym, co jest ważne, i o apetycie na życie. Po wywiadzie pożegnały się pocałunkiem w policzek.

GALA: Odniosłyście sukces?
MANDARYNA: Sukces? Stale do niego dążę. Chciałabym dojść jak najdalej. Jest mi to potrzebne do udowodnienia samej sobie, ile jestem warta. Trzeba stawiać sobie poprzeczkę bardzo wysoko i nie upadać na duchu, jeśli nie uda się jej przeskoczyć. Lepiej nie osiągnąć celu za pierwszym podejściem, niż nie próbować. Dlatego każdy powinien wyznaczać sobie cele z najpiękniejszych snów, najmniej realnych marzeń. I wygrywać, bo osiągnięcie sukcesu jest bardzo przyjemne.
DODA: Zgadzam się z Mandaryną, że powinno się wysoko podnosić poprzeczkę. Całe życie to dążenie. Bierne życie to nie życie. Ja jeszcze nie osiągnęłam tego sukcesu, o którym myślę.

GALA: A o jakim myślisz? Czym mierzycie sukces?
DODA: Nie istnieje żadna miarka ani skala sukcesu. On jest względny. Jeśli za pięć lat nas spytasz, czy osiągnęłyśmy sukces, to nadal powiemy, że nie. Chociaż pewnie będziemy dużo dalej niż dziś.
MANDARYNA: Ja mierzę sukces zdobywaniem tego, co wczoraj było jeszcze tylko snem.
DODA: W każdym razie żadną miarą sukcesu nie są pieniądze. Wiem, że nie kupię spełnienia pewnych marzeń.

GALA: Jakich?
DODA: Zrozumienia ludzi dla mojej muzyki ani tego, że będą przychodzili na moje koncerty. Gdybym była bogata, mogłabym kupić sobie kilka willi, kilkanaście samochodów i obwiesić się brylantami. I co z tego? Nie zafunduję sobie gwarancji, że ludzie będą cytować słowa moich piosenek, że dziewczyny będą je puszczać, kochając się ze swoimi facetami albo tuląc swoje dzieci. Ale jeśli się taki efekt osiąga, to jest właśnie sukces. Chciałabym odnieść sukces globalny, na cały świat. MANDARYNA: Pytasz, jakich marzeń nie można kupić. Odpowiedź jest prosta: żadnych. Uwierz mi, sprawdziłam w ciągu ostatnich kilku lat siłę pieniądza i wiem, że bez wsparcia i wiary bliskich mi ludzi moje marzenia nadal leżałyby gdzieś głęboko na dnie serca niespełnionej, smutnej kobiety. A dzisiaj stoję przed tobą uśmiechnięta. Bo artysta żyje dla innych ludzi. Bez nich nie istnieje. To działa w obie strony. Spytasz nas za jakiś czas i też ci odpowiemy, że chciałybyśmy więcej i więcej. Myślę, że obie jesteśmy pracoholiczkami i zawsze będziemy pracować, nawet kiedy pod względem materialnym będziemy miały wszystko.
DODA: O nie, ja nigdy nie byłam i nie jestem pracoholiczką! Kiedyś jeden ze znanych malarzy powiedział: "Jeśli spojrzę na swój obraz i stwierdzę, że jest doskonały, natychmiast rzucę malowanie". Zawsze jest coś, co można by poprawić. Słucham swoich płyt i nie do końca mi się podobają: coś bym zmieniła, coś bym udoskonaliła. Dążę do doskonałości, choć pewnie nigdy jej nie osiągnę. Ale na tym polega życie. Nie budzimy się z myślą: Co ja dziś zrobię, posieję rzodkiew czy zbiorę szczaw?

GALA: Uważasz, że nie może rajcować życie, które polega na sianiu i zbieraniu?
DODA: Może, bo każdy ma inny sposób na życie.
MANDARYNA: To prawda. Każdy ma inne marzenia, ale wszyscy chcemy być kochani, podziwiani, doceniani. I to nie tylko ludzie show-biznesu.

GALA: Mandaryna sprzedała 35 tysięcy egzemplarzy swojej pierwszej płyty. Doda, twój drugi album sprzedał się w ilości 28 tysięcy egzemplarzy. Czy to cię nie wkurza, skoro jesteś znacznie dłużej na rynku?
DODA: Nie wkurza mnie. Pewnie byłoby inaczej, gdyby nie świadomość, że zespół Virgin zaistniał bez promocji, nie był grany w radiu, w telewizji. Poza tym rock ? muzyka, którą gramy ? jest mniej komercyjny, bo nie można go puszczać na dyskotekach. Nie smucę się, że być może liczba moich odbiorców jest mniejsza niż Marty. Te 28 tysięcy prawdziwych fanów cieszy mnie tysiąc razy bardziej niż 100 tysięcy takich, którzy ściągnęliby muzykę z internetu. Jeśli ktoś kupuje naszą płytę, to znaczy, że nas naprawdę lubi, bo muzyka jest specyficzna.

GALA: Uwielbienie fanów jest dla was ważne. A jak ważna jest miłość?
MANDARYNA: Najważniejsza.

GALA: Ważniejsza od sukcesu?
MANDARYNA: Tak, bo bez miłości nie ma adrenaliny potrzebnej, żeby tworzyć. Fajnie jest, kiedy najbliższa ci osoba stoi za tobą i trzyma za ciebie kciuki. Miło wracać do domu, w którym ktoś na ciebie czeka.
DODA: Uważam, że nie można wybierać między miłością a sukcesem. Nie byłabym w stanie odpowiedzieć na takie pytanie. Prawdziwa miłość nie stawia człowieka przed takimi wyborami.
MANDARYNA: U nas, w moim i Michała małżeństwie, wszystko idzie w parze. Nam się chyba udało.
DODA: Nie pojawiłam się na scenie nagle, lecz od urodzenia do tego dążyłam. Jestem zaprogramowana na sukces. I nie wiem, cobym zrobiła, stając przed wyborem - facet albo scena. Wolałabym chyba nie żyć, niż wybierać! Gdybym postawiła na miłość, po jakimś czasie byłabym wkurzona, że nie mam sceny, czułabym pustkę. I odwrotnie: gdybym stojąc na scenie, widziała przytulających się ludzi na widowni, wracałabym do hotelu nieszczęśliwa, że nie mam do kogo zadzwonić.
MANDARYNA: Myślę, że jeśli ktoś kocha, to nigdy nie postawi drugiej osoby przed takim wyborem. Miłość jest bezwarunkowa.
DODA: "Nie kocha się za, ale pomimo że" - to słowa mojej mamy. "Kocham cię pomimo tych twoich tatuaży"- mówi.

GALA: Kochacie rodziców?
DODA: Ponad życie. Są wspaniali. Zakręceni jak makowiec na święta.
MANDARYNA: Uwielbiam i kocham swoich rodziców. Są najwspanialsi na świecie. Zaufali mi dawno temu, kiedy stawiałam pierwsze kroki na scenie, i niczego nie zabraniali. Pchali mnie do przodu i za to bardzo im dziękuję. Za to też, że są moimi fanami i trzymają za mnie kciuki.

GALA: Budzi w was lęk myśl o chorobach?
DODA: Uważam, że jestem nietykalna. Wydaje mi się, że idę swoją drogą i nieszczęścia mnie nie dotyczą, choć wiem, że to jest nierozsądne. Od urodzenia rodzice mi wpajali: "Kochanie, zdrowie jest najważniejsze". Nie dbam zanadto o nie, a mimo to nie choruję. Uważam się za cyborga. Odpycham od siebie myśli zarówno o chorobie, jak i o śmierci.
MANDARYNA: Wiesz, ja też kiedyś myślałam, że jestem cyborgiem. Dbałam o siebie, odżywiałam się prawidłowo. Jedyne choroby to była ospa wietrzna i anginy. Do momentu, kiedy zachorowałam na cukrzycę.

GALA: Mimo to zaczęłaś karierę estradową. Doda, stać by cię było na to?
DODA: Chyba tak. Myślę, że ludzie w momentach skrajnych wydobywają z siebie ogromne siły psychiczne. Szybko się przestawiają.

GALA: Chciałabyś mieć dzieci?
DODA: Na razie nie. Uważam, że sama jestem dzieckiem.
MANDARYNA: Faktycznie masz jeszcze czas. Ja mam dwoje i bardzo się cieszę. Dzieci to mój świat. Dają mi energię. To niesamowite uczucie, kiedy dziecko mówi: "Mamo". Czujesz, że jesteś komuś naprawdę potrzebna. Bardzo kocham swoje dzieci. Zrobiłabym dla nich wszystko.

GALA: Złośliwi mówią, że teraz poświęciłaś się karierze, a dzieci wychowuje niania.
MANDARYNA: Nie rozumiem tego zarzutu. Nie pracuję od 10 do 16 i mam dla swoich dzieci dużo więcej czasu w tygodniu niż inne mamy. Czy to znaczy, że jak ktoś pracuje w show-biznesie, nie powinien mieć dzieci? Absurd! Czy to źle, że moje dzieci nie muszą chodzić z kluczem na szyi, a po moich zajęciach mają w domu szczęśliwą, uśmiechniętą mamę, gotową do każdej, nawet najbardziej zwariowanej zabawy?

GALA: Mandaryna, myślicie o trzecim dziecku?
MANDARYNA: Kolejna ciąża byłaby dla mnie bardzo niebezpieczna z powodu choroby. Dlatego bardzo się cieszę, że zdążyłam urodzić dwójkę wspaniałych, cudownych, zdrowych dzieci. Teraz miałabym z tym problem.
DODA: Ja planuję troje. Ale wróżka powiedziała: "Jaka trójka? Jedno. Syn".

GALA: Będzie jedynakiem, jak ty?
DODA: Wszyscy myślą, że jestem jedynaczką. A mam starszego brata.
MANDARYNA: Ja też myślałam, że jesteś jedynaczką.

GALA: Wszyscy tak uważają, bo jesteś rozpieszczona jak jedynaczka.
DODA: Absolutnie nie. Jestem po prostu pewna siebie, odważna, wygadana. Moi rodzice nigdy mnie nie rozpieszczali, ale też nie krytykowali.

GALA: Nie wyglądasz na panienkę wychowywaną twardą ręką. Zresztą obie macie bardzo sexy wizerunek.
DODA: Ludzie mają czasem proste i prymitywne skojarzenia: kiedy dziewczyna ma bluzkę z dekoltem, zaraz myślą, że jest łatwa.
MANDARYNA: Jeśli znasz swoją wartość, możesz mieć dekolt nawet do pępka. To nie zmieni mojego myślenia ani poglądów na życie.
DODA: Dochodzimy do puenty - całego świata nie uszczęśliwimy. Najważniejsze, żebyśmy były zadowolone same z siebie. Ja nie mam zamiaru się dostosowywać i zachowywać tak, by zadowolić innych.

GALA: Złośliwi mówią o was: królowe kiczu.
DODA: Te określenia są wymyślone przez kilka osób, których barwami ochronnymi są szarości i brązy. Dla nich każda dziewczyna, która ubiera się inaczej, jest rozwiązła, nieładna, zepsuta.
MANDARYNA: Kocham kolor, jakość i błysk. Jeśli jestem kiczowata, to niech tak będzie. Byłoby nudno, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, a wielu światowych projektantów straciłoby pracę.
DODA: Ubiór, podobnie jak sposób mówienia i zachowania, jest dla artysty sposobem manifestowania emocji.

GALA: Nie interesuje was, co się o was mówi i pisze?
DODA: Generalnie mnie to nie obchodzi.
MANDARYNA: Uodporniłam się, założyłam skórę aligatora. Jeżeli krytyka jest konstruktywna i uzasadniona, zwracam na nią uwagę. Ale często jestem krytykowana za to, że mam blond włosy i długie paznokcie. To, jak się ubieram, nie określa przecież, jakim jestem człowiekiem.
DODA: Po co mam być akceptowana przez ludzi, którzy nie mają dla mnie żadnego znaczenia. MANDARYNA:To super, że jedni myślą o mnie dobrze, a inni źle. Najgorsze, gdybym była niezauważalna. Nie chcę być przezroczysta, nijaka. Chcę być realna - z krwi i kości.
DODA: Ja też. Krwista i absolutnie niepowtarzalna.
MANDARYNA: Gdybyśmy były nijakie, nie byłoby nas na okładkach, nie chciano by o nas czytać. Za to byłybyśmy fajnymi, miłymi dziewczynami.
DODA: I co z tego? Fajnymi, ale żadnymi.

www.gala.pl



  
   Reklama

Copyright © 2Q.pl 2005 r. Wszystkie prawa zastrzeżone.


Linki sponsorowane: Iwona Młyńska Dentafem